Archiwa miesięczne: luty 2008

Przeglądając sobie strony internetowe trafiłem na stronę poświęconą pegasusowi. Jest to portal poświęcony starożytnej konsoli TV którą chyba każdy zna i pamięta. Ale nie o konsolce będzie ta notka ale o pewnej grze którą sie na niej odpalało.

Mario Bros - bo o tej grze będzie tu mowa, po tytule może się wydawać kolejną grą z hydraulikiem, pędzącym uratować swoją księżniczkę Daisy. Otóż nic bardziej mylnego. Fakt, jest tu klasyczny Mario, ale nie pędzi on cały czas w prawo i nie przeskakuje po serii coraz bardziej skomplikowanych układów platform, aby dotrzeć na końcu do zamku i powiesić flagę. W tej grze chodzi o coś innego. Szczerze mówiąc nie mam pojęcia czy jest tu jakaś fabuła (?!), ale wcale to nie przeszkadza w miodnej rozgrywce.

Celem gry jest eliminowanie krabów, żółwi i czegokolwiek innego co wyjdzie z rur na górze. Aby to zrobić trzeba - uwaga - uderzyć głową w platformę po której porusza wymieniony wyżej przeciwnik. Trzeba to zrobić od dołu i to dokładnie pod nim. Wtedy przez chwilę traci przytomność (przeciwnik, nie Mario) i można go zrzucić z planszy. Oczywiście jak się nie zdąży, to przeciwnik się budzi i jest wkurzony więc porusza się szybciej. Co jakiś czas pojawiają się żółte lub czerwone punkciki (zwane dalej kurloczkami ;)) które się poruszają i utrudniają skutecznie rozgrywkę. Są także jakieś dziwne artefakty które wyglądają jak niebieskie ogniska, które jeśli się o nich zapomni to potrafią pokryć platformę lodem przez co staje się śliska. Tyle jeśli chodzi o zasady.

Gra nie była by taka świetna gdyby nie tryb multiplayer. Otóż, podłączało się drugi pad do konsolki, ustawiało się grę na dwóch, i ustalało limit żyć np. 40. No i zaczynało się deathmatch (wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy że to się tak nazywa), polegający na spychaniu przeciwnika na kurloczki, kraby, ogniska czy cokolwiek tam się innego nie trafiło. Gdy się uderzyło w platformę na której stał przeciwnik, podskakiwał on w jakimś kierunku i nie kontrolował lotu swojej postaci. Dzięki temu można było stosować różne kombinacje spychania, przerzucania i blokowania. Niesamowita zabawa na długie godziny. Zdecydowanie najlepsza gra na pegasusa. Polecam, ale raczej tryb multiplayer.

Zaliczyłem WSZYSTKO! Ciężko było ale jakoś się udało. Super.

Hallucinogen - L.S.D. - legenda sceny Goa Trance/psychedelic trance. Niesamowity utwór otwierający jeden z najlepszych albumów jakie kiedykolwiek słyszałem.

Dla nieprawionego ucha - zwykłe techno, jednak jest to zupełnie co innego.
Muzykę z rodzaju goa trance charakteryzuje szybkie tempo narzucane regularnym beatem wprowadzającym dość szybko w swoisty rodzaj transu. Słuchanie tak regularnego i szybkiego beatu daje niesamowitego kopa energii i przyspiesza bicie serca przez co mózg staje się bardziej dotleniony co powoduje stan swoistej euforii. A jak już się zacznie ktoś wsłuchiwać w linie melodyczną to odkrywa, że jest nie jedna ale co najmniej dwie - trzy, które doskonale ze sobą harmonizują. Nie wspomnę już o całej gamie “kosmicznych” dźwięków ukrytych w tle…

Nie da się tego opisać, trzeba to samemu zgłębić.

… kompletuję zaliczenia. Trochę matmy, trochę fizyki. Szkoda, że nie postarałem się lepiej w czasie semestru aby teraz mieć lepiej. Cóż, jak zwykle robię sobie sajgon na własne życzenie ;)

No i zacząłem. Miałem zaczekać do końca sesji ale nie wyszło. Nie mogę spać bo jutro egzamin. Nie mogę się już uczyć bo mam dość. A więc odpaliłem bloga :/

Ciekawe co z tego wyniknie…